Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
36
JAN KASPROWICZ

Koszą rzędem... a pot z czoła ciecze,
Jak z drzew rosa, co się pozginały...
Ej! ta rosa... ta słona... płaz mały
A wysysa pacierze człowiecze.

Ale trudno... to boże przykazy,
Dane ludziom już w Raju, przed wiekiem,
W przeznaczeniach nie zachodzą zmiany:

Drzewo drzewem, a głazami głazy,
Woda wodą, a człowiek człowiekiem,
Więc pracować mu trzeba na — pany...


XXVII.
Zanim zgaśnie jutrzenka, nim spłoną
Złotej zorzy rumieńce na niebie,
Chłop już z werka, półdrzemiąc, się grzebie:
A dyć dzwonią, trza z pługiem, trza z broną.

Jeszcze słońce płomienną koroną,
Nie uwieńczy tej ziemi i siebie,
A już baby i chłopy o chlebie
I o żurze ku żniwnym zagonom.

Idą, gwarząc, lecz gwarzą coś smutnie,
Czasem Kaśka lub Bartek żart utnie,
Ale żarty, jak gdyby nie z duszy.

Czasem piosnka gawędkę zagłuszy,
Lecz i strofki coś tęskne, nie cieszą —
Nie dziwota, wszak na pańskie spieszą.


XXVIII.
A wy dokąd, Macieju, w tej słocie,
Że psa wygnać byłoby dziś grzechem?
Widzę, z rydlem idziecie i z miechem —
A jak w podróż w odświętnej kapocie.