Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
LXXXV
NAJPIERWSZE POEZYE

Właśnie szedłem Gopła brzegiem,
Nucąc dumy z szumem trzciny,
A spokojnym fala biegiem
Mój pieściła sen jedyny —
Oh! pieściła — nie pieściła,
Bowiem w myśli zawierusze
Żadna radość nie koiła
Zamroczoną, tęskną duszę,
Kiedym ujrzał niebieściutki,
Luby kwiatek niezabudki. i t. d.


POKUSA.

Cisza wkoło, senność wkoło,
Życie światem płonnych mar,
Wiosna gajom wieńczy czoło,
Jesień niszczy wiosny czar.

Byłoż gorzej, jest-że gorzéj
Ideami poić świat,
Czyli czekać, aż się złoży
W grób ostatni lilii kwiat? i t. d.


ZIMA.

Jeszczem się łudził wiarą w wieczną trwałość
Młodzieńczych wrażeń i wiosennej woni,
Gdy, miasto widzieć kwiat na świata skroni,
Ujrzałem śniegu całunową białość.

I rozżaliła mnie bóstwa niestałość,
Co wdzięk dziś szczepi, a jutro go trwoni,
Chciałem narzekać, lecz nim się wyłoni
Skarga, przemówi geniusz: