Przejdź do zawartości

Strona:PL Jan Artur Rimbaud - Poezje.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

O, ślepa Niezbudzona ze źrenicą wielką,
Torturą jest oddanie i ucisk miłości!
Ciężysz wiecznie nad nami, wymion nosicielko,
Hołubimy cię, cudna, straszna namiętności!

Wstręty twe, osłupienia, omdlenia w niemocy,
Brutalność twą, co męczy, jak dzikie cierpienie,
Wszystko nam bez złej myśli przynosisz, o Nocy,
Jak tajne krwi kobiecej miesięczne płynienie.

A gdy go lękiem przejmie kobieta brzemienna,
Ta pieśń czynu, zew życia i miłość wcielona,
Przychodzą, by go wydrzeć z jej wzniosłego lenna,
Płomienna Sprawiedliwość i Muza zielona!

Ach, ciszy i przepychu niezmiennie spragniony
Gdy porzucą go obie siostrzyce surowe,
Wzdycha tkliwie za wiedzą z cudnemi ramiony
I niesie w świat kwitnący swą skrwawioną głowę.

Lecz dla czarnej alchemji i dla studjów świętych
Ma wstręt, on, znawca pychy, ponury i dumny,
Czuje idącą zgrozę pustyń nieobjętych...
Niech tedy, zawsze piękny, nie brzydząc się trumny,

Wierzy, iż Sny w niej znajdzie, dale, Promenady,
Które przez Noce Prawdy w bezkres się rozpostrą,
I niech duszą i ciałem przyzywa cię blady,
O, śmierci tajemnicza, miłosierna siostro!




48