Strona:PL JI Kraszewski Nad przepaścią.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

pieniędzy ta fatalność przysypała mi jakby umyślnie tyle, że przez czas jakiś czekać mogę. Pal licho — resztę.
Winnicka umywa ręce! Tem lepiej — będę swobodny. Dopóki pieniądzy starczy, nie mam powodu spieszyć się z niczem, mogę czekać. Jedyna reforma, wieczorów dawać nie myślę...
Postanowiwszy więc nic nie robić, i dać się dalej prądowi unosić, poweselał zaraz p. Aureli. Rzepski usłyszał go, że świstał chodząc po pokoju.
— A no! to już dobrze! — zamruczał — kiedy świszcze... to znowu żyć pocznie po dawnemu...
Jakoż drugiego dnia rano Rzepski znalazł go rozmyślającego nad ubraniem, wybierającego się na miasto jak za dawnych czasów, i gdy po południu przybiegła panna Salomea, oznajmił jej, że nie ma co już myśleć o żadnych zmianach.
— Ja jego znam... Był się trochę zachwiał, ale pieniędzy nie wiem zkąd dostał, próżnoby go teraz namawiać, aby życie odmienił. Ani Winnicka nawet temu nie podoła.
Tegoż dnia stawił się z rozjaśnioną twarzą u niej pan Aureli.
Spojrzała na niego, ale była od wczoraj sama tak zachwianą, że ani słowa o dawnych projektach nie powiedziawszy, rozmowę o obojętnych przedmiotach prowadziła zimno, nie dopytywała go nawet co z sobą myśli robić — wróciła mu wolność a żegnając tylko dodała.