Strona:PL JI Kraszewski Dzieci wieku.djvu/397

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

„Kosztowała mnie spowiedź przed nim, ale mu oddać muszę sprawiedliwość, że się zachował z takim taktem jak rzadko. Zapisuję mu (a! musiałam Milusiu droga) Wilcze-brody całe, Tereni kapitał daję. Wystaw sobie zdumienie, oburzenie, rozpacz, przekleństwa mojej siostry, siostrzenic i całej rodziny, gdy się dowiedzą o wypadku.
„Nie rychło się dowiedzą — bo rzecz odłożona, umyślnie, aby jej nadać pozór przyzwoitszy. Postąpiłam sobie jak waryatka, ale mi się tym razem udało. Krewni, którzy mnie widzieli nie raz już w położeniu podobnem, czekają tylko, rychło mu dam odprawę. A! nie! nie odpędzę go, przyzna Terenię moją, da jej nazwisko i będę mogła kochane dziecię przytulić do serca i usłyszę z jej ustek po raz pierwszy, ten słodki wyraz: Matko! którego byłam spragnioną.
„Nic, nikomu, proszę cię. Zdumieją się, zdumieją, gdy im go po ślubie przedstawię. Ksiądz Bobek obiecał mi pobłogosławić nas tak, aby nikt nie wiedział o ślubie. Za świadków wezmę kilku officyalistów. W tydzień potem jedziemy do Rzymu i Neapolu. Do widzenia Milusiu, pobłogosław pięćdziesięcioletniej pannie młodej i nie śmiej się, wszystko to tragiczne. Jest-li to życia początek czy koniec, Chi lo sa?
„Zawsze twoja wierna stara, Flora przekwitła.“