Strona:PL Józef Trzciński - Baśnie z nad Gopła.djvu/3

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


BAŚNIE Z NAD GOPŁA.[1]




Wjeżdżam do Kruszwicy.
O drogie relikwie, o kolebko naszego Narodu! Ile tu myśli i uczuć tłoczy się do serca i głowy, — ile uczuć wzniosłych, świetności, prób i smutku przeszłaś. — Wszystko przeminęło, a Ty jakby na strażnicy stoisz nie wzruszona.
Wsiadam do łódki i aby poznać dobrze to polskie morze, biorę ze sobą starego rybaka, który zna Gopło jak pięć palcy swoich, zna tajemnice i hisioryę tej wody.
— Tu mieszkał Popiel, wskazując palcem na myszą wieżę, zaczął rybak. Musiał to być potężny władzca, sądząc z zamku, — to też, Panie, nikogo się nie bał, nie słuchał przestróg starych, nawet ojca i matki. Hulanka, rozpusta i polowania były u niego ostatecznym celem życia. Wracającego z łowów nie spotykaj, źle mu patrzy z oczu, rozgniewany. Szczuł bowiem łanię, której dobiedz psy nie były w stanie, uniosły się za nią w knieje i znikły, — a Popiel z rogu zwołuje psy, a jego ulubieniec wraca kulawy. — Ach wtenczas omijaj szaleńca, gotów cię roztratować, zabić albo wtrącić do lochu.

W podziemiach tej wieży było więzienie, tu tysiące ludzi straciło życie, tu ojciec dzieci, dzieci

  1. O niektórych tych podaniach ludowych wspomina już Z. W. Berwiński w swoich powieściach Wielko-Polskich.