Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 03.djvu/048

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Spojrzał na córkę, Łucja patrzała przez okno na gasnące iskry kagańca rozsypane po drodze.
— Nudny! szepnęła...
— Powierzchowność dobra, rzekł hrabia. I nie byłby może nudny, gdybyś ty Łucjo trochę była sobie pracy zadała przyciągnąć go.
— A to mi na co? żywo ruszając ramionami, spytała śmiało hrabianka.
— Ba! ba! kto to wie!
Matka milczała, wjechali w dziedziniec Brogów.