Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Złote jabłko 03.djvu/019

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Ale to są poczciwe dzieci... Z dzieci nikt na prędce nie potrafi porobić mężów, tembardziej z ludem w stanie dzieciństwa; na to potrzeba jeśli nie wieków to długich lat powolnego, stopniowego rozwoju, bo co nagle, to po djable.
— A tymczasem?
— A tymczasem, dokończył zimno Parciński, z dziećmi potrzeba postępować jak się winno z dziećmi.
— Więc łagodnie.
— Łagodnie najprzód, póki łagodność starczy, z surową sprawiedliwością, gdy się okaże wina, zawsze wiedząc czego się chce i do czego się idzie, a nie cofając nigdy. Moje porównanie ludu do dzieci tak jest ścisłe, tak dobre, śmiem powiedzieć, że co tylko stosuje się do wychowania dzieci, da się zastosować do wychowania ludu. A tymczasem widzę, że pan z dobrego serca możesz wiele zrobić złego.
— Ja! złego! im! — zawołał oburzając się Bal i chwytając oburącz Parcińskiego, który ze strachu się cofnął.
— Pozwól mi pan się wytłumaczyć, rzekł powolniej, pan żywo rzeczy pojmujesz i żywo działasz, a tu rok ani dwa nic nie mogą... Dzieci potrzebują czasu, by dorosły. Ogólny stopień cywilizacji podnosi się co chwila, a z nim i stopień cywilizacji ludu: co więcej, równoważy się coraz bardziej oświecenie klas, znikają różnice w ich stanie, ale to wszystko dzieje się więcej sprawą Opatrzności, niż tych co myślą, że ją potrafią wyprzedzić. Za gorąco się biorąc, można wszystko popsuć, bo tu żadnego stopnia przeskoczyć nie potrafimy. Dziś więc nie pozostaje nic więcej, jak czyniąc co można do stopniowego ukształcenia ludu, postępo-