Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/667

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    należało, nawet się znalazł towarzysz, co krzyż żołnierza poniósł za trumną na poduszce.
    Po pogrzebie, zaledwie Iwaś mógł swoje łachmany wydobyć z alkierza, wszystko opieczętowano.
    Znalazł się we wrotach kamienicy, z węzełkiem na plecach i z próżnym woreczkiem skórzanym, w którym kilka tylko złotych pozostało.
    Nie umiał sobie powiedziéć co czynić i nie wiedział nawet, gdzie przenocuje.
    Szczęściem litościwy stróż domu, który go widywał często, a znał z milczenia i pracowitości, na tę jednę noc dał mu przytułek u siebie.
    Długo rozmawiali półsłowami.
    Iwaś chciał pod kościół. Stróż mu dowodził, że miejsca żebraków nie stały otworem pierwszemu lepszemu do zajęcia, że się o nie dobijano, i nie bardzo łatwo było dostać się na wschodki. Musiał się wkupić lub wprosić.
    Cóż tu było począć z sobą?
    Sił miał jeszcze tyle, że coś robić mógł łatwo... ale co i gdzie?
    Przychodziło mu na myśl o żebraninie na wieś, choć tam już nikogo nie było, powrócić.
    Znał każdy kątek w niegdyś swojéj wiosce. Zdawało mu się obowiązkiem tam pójść umierać.
    Kawał drogi!
    Przyjaciel stróż nastręczył mu w biednéj ubogiéj kamieniczce dziurę, nie izdebkę, i obowiązki odźwiernego. Tymczasem, było to błogosławieństwo boże. Iwaś tak mało potrzebował, byle gdzie głowę przytulić... Zamiatał więc, porządkował, pracował i zasługiwał się jak umiał, aby go nie wypędzono.
    Nawykły do zajęcia jakiegoś, pomimo, że je sobie wyszukiwał, że się do niego nastręczał, okrutnie nudził się długiemi godziny.
    Siadał naówczas w swojéj dziurze, i myślał.. Błądził po pustéj i wymarłéj przeszłości swojéj.
    Izdebka była zdawna zaniedbana i opustoszała. Przed Iwasiem mieszkały w niéj i rządziły się swobodnie myszy. Z wielką przyjemnością ujrzał on je, powracające nieśmiało.
    Żywo przypomniała mu się młodość owa, gdy ze zwierzętami myślą i duchem obcował...
    Myszy, jakby w nim przeczuwały przyjaciela, oswoiły się wprędce. Miał więc przyjemność przypatrywać się im, wkrótce coraz swobodniéj harcującym po podłodze. Żywił je okruszynami