Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/668

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


swojego chleba i stworzył sobie z nich właśnie takie towarzystwo, jakiego mu było potrzeba.
Rozumieli się, jak nie można lepiéj... Znał z nich każdą osobiście... a one się go bynajmniéj nie obawiały.
Oprócz myszy izdebka obfitowała w pająki, które sieci swe swobodnie po kątach rozpościerały. Bawiły i one Iwasia i znajdował je rozumnemi bardzo.
Być może, iż inne jeszcze pomniejsze stworzenia nie uszły jego baczności, bo to pewna, iż nigdy żadnego żyjątka nie zabił, ani się niém brzydził.
Życie, we wszystkich swych tajemniczych przejawach, było dla niego rzeczą jakąś świętą... wielką, poszanowania godną.
W dziedzińcu zamiatając, razu jednego znalazł Iwaś zrzucony niewiadomo skąd wazonik rozbity, z resztką ziemi i tkwiącą w niéj na pół zeschłą nieznaną roślinką.
Stał długo nad tym trupem i myślał... Naostatek wziął go i zaniósł do swéj ciupy.
Ziemię poprawiwszy, doniczkę związawszy, podlawszy zwiędłą roślinkę, począł ją hodować.
— A nuż? — mówił sobie.
Zeschła nasturcya, bo ona to była, cudem jakimś przyszła do siebie z omdlenia i poczęła blade puszczać listki; blade, bo światła było tak mało i tak biedne, że zabrakło promieni, któreby ją pomalowały zielono.
Zawsze to jednak było... życie!
Iwaś tryumfował prawie tak, jakby je człowiekowi ocalił.
Myszy straciły trochę jego serca... całe niemal wrosło do wazonika...
Oprócz nasturcyi, puściły w nim dokoła jakieś trawy i mchy z nasionek w ziemi uśpionych...
Iwaś ich wyrywać nie śmiał.
Dla niego trawa miała też same prawa do życia co najwspanialsza arystokracya kwiatowa.
Jedna doniczka, jakim sposobem potém pomnożyła się towarzyszkami kilkoma na oknie, o tém wiedział tylko on, co je gdzieś na bruku i śmietniskach pozbierał.
Ogródek był osobliwy, z którego śmiałby się każdy, oprócz tego, co go stworzył. Dla niego było to czémś tak piękném, jak najwspanialsze orchidee, które się złotem opłacają.
Godzinami siedział nad niemi i podziwiał, podziwiał to życie, które się tak cudownie dobywało z niczego... z siłą niepochwyconą...
Gdybyśmy zaręczyli, że Iwaś bywał szczęśliwym w swych kon-