Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Nowele, Obrazki i Fantazye.djvu/554

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


51.  Łoktek na łożu śmierci.


W wielkiéj sklepionéj sali krakowskiego zamku, na dole, mrok się już wieczorny rozpościerał. Wązkie okna jéj, głęboko w mur wpuszczone, w większéj części były gęstemi przysłonięte oponami, przez drugie mało się już gasnącéj światłości wkradało. Włoska lampka oliwna zapalona stała w kącie, ale słaby jéj ognik ledwie małą przestrzeń ruchawym rozjaśniał promykiem. Cisza głęboka panowała w obszernéj izbie; w przedsieniach, na podwórzach ledwie się co poruszało.
W kościele świętego Wacława na zamku cicho dzwoniono żałobnie na wieczorną modlitwę.
W jednym sali rogu na szerokiém łożu skórami i suknami okrytém, widać było z ciemnego tła jedwabnych przykryć, na których spoczywała, twarz wybladłą, z oczyma zamkniętemi, jakby uśpionego człowieka lat podeszłych.
Z jednéj strony łoża stał w czerni, w sukni duchownych, mężczyzna stary, wpatrzony w leżącego, z brwiami ściągniętemi; z drugiéj, na wielkiém siedzeniu, w pół klęczący, pochylony troskliwie, niespokojne oczy wlepiając w chorego, młodzieniec w kwiecie wieku, silny, piękny, rysów szlachetnych, pańskiego oblicza. Ręce trzymał załamane na kolanach.
Opodal nieco niewiasta w długiéj sukni szaréj, obcisłéj, z zasłoną na głowie, z różańcem w ręku, modliła się, żywo paciorki jego przebierając palcami wychudłemi.
W nogach łoża z rękami do modlitwy złożonemi, cicho coś szepcząc, oczy wzniósłszy ku niebu, stał mnich w sukni białéj, w płaszczu czarnym.
Na łożu tém wyczekiwał śmierci i wyzwolenia król, co przeszło pół wieku walczył dla połączenia w jedno, rozszarpanego dziedzictwa Mieszka i Chrobrego, Władysław zwany Łoktkiem, mąż wielki małego ciała, a potężnéj ducha siły.
Czuł on sam, widzieli wszyscy przybliżającą się ostatnią godzinę.