Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Bajbuza 02.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


lepszego rozsłuchania się do Korczyna jechać musi i czekać kazał na powrót swój.
W marcu wreście zjawił się oczekiwany niecierpliwie chorąży, przeciw któremu wybiegł Bajbuza.
— Co przywozisz? wojnę czy pokój?
— Sam nie wiem, wszystką szlachtę ciągnie i woła na zjazd do Stężycy w kwietniu Zebrzydowski. Król na sejm, wojewoda ciągnie do siebie na obrady przeciwko niemu.
Rotmistrz nie rzekł nic zrazu, wypytywał, badał, słuchał i męczył się.
— Spadkobiercą jest po hetmanie — zamruczał w końcu — nie przyjść na jego zawołanie, byłoby zdradzić nieboszczyka!
Dziej się wola Boża! pojedziemy do Stężycy!