Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Bajbuza 02.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kniaź Ostrogski Janusz, kasztelan krakowski, pisał do Zamojskiego i mówił publicznie.
— Jeżeli się hetmanowi tak zdawać będzie, całą szlachtę wsadzę na koń i nie dopuszczę rakuszance przystępu do kraju!
Hamować musiał hetman.
Gorączkował się i chory słuchając tych rozpraw; lepiej więc było dla niego z tego zamętu go wziąć, aby spokoju zażył.
Wyruszono tedy, ale podróż, a raczej pochód to był jakby żałobny. Wlec się musieli po złych drogach noga za nogą; chory ciągle jeszcze uspokoić się nie mógł. Szczypior prawie nieodstępnie lub szedł przy nim albo z nim jechał. Po drodze zaś gdzie kogo spotkali, zatrzymywano, trzeba się było tłumaczyć, rozpowiadać.
Po tych śmiertelnych nudach w ostatku dowlekli się jakoś do Nadstyrza, gdzie już na nich oczekiwano.
Co żyło wybiegło przeciwko ukochanemu panu, nawet staruszeczka o kiju.
A płakali widząc go tak wybladłego i osłabłego, ale on się śmiał i radował.
— Już co tam Bóg da, to da, aby w domu, na swem gnieździe — wołał — tu człowiek inaczej oddycha, mnie się zaraz polepszy.
Jednakże ta nadzieja niezaraz się spełniła. Po długiej podróży choremu było gorzej i musiał