Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski - Bajbuza 01.djvu/028

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ale rakuszanie wcześniej się gotowali niż on, co pewnie tak nagłego nie przewidywał zgonu.
Karnkowski z nimi trzymać będzie, a to interrex.
Bajbuza zacisnął usta.
— Gdzie król zmarł? — spytał.
— W Grodnie — rzekł Szczypior. — Małoco chorzał nawet, a teraz się medycy za łby biorą, kto winien. W tem jest ręka złoczyńcy!
Bajbuza stał jeszcze pogrążony w sobie, rękę wyciągnął ku chorążemu i położył mu ją na ramieniu.
— Słuchajno — rzekł — struli go zbóje czy nie, Bóg jeden wie, ale my tego nie powinniśmy ani przypuszczać, ani głosić, nawet przeciwko Zborowskim, bo warchoły są, ale bracia nasi i dzieci tej ziemi. Srom z nich padłby na naród. Wiem, że oni popełnić to mogli, niech ich Bóg sądzi, my milczmy. Gdybym na miejscu hetmana był, możebym tak ściąć kazał Samuela jak on, dla postrachu i grozy, ale o truciznę i morderstwo kryjomebym ich nie oskarżał.
Szczypior słuchał z uwagą. Wierzył on tak w rozum Bajbuzy, że na ślepo szedł za nim — zamilkł więc, a rotmistrz ciągnął dalej.
— Łacno przewidywać, co nastąpi: Zamojski pewnie którego z Batorych na tron forytować będzie, a szlachta się wilczych zębów boi i nie zechce ich; królowa poprowadzi siostrzeńca, kró-