Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Semko Tom III.djvu/033

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została uwierzytelniona.


rzali piosenkę — Jadwiga przybyć miała nieochybnie.
Tym razem przyrzeczenie królowej Elżbiety, której nikt już nie wierzył, spełnić się miało, nie przez jej dobrą wolę, ale dlatego, że Polska dla niej inaczej byłaby straconą.
Przybycie Jadwigi znaczyło dla Semka tyle, to kres wszelkich nadziei. Mógł walczyć jeszcze, lecz chyba dlatego, ażeby trzymając się, doczekać zagłady, łatwo przewidzianej.
Książe w końcu lata, gdy Krzyżacy wcale mu znowu jawnie pomagać nie chcieli, a dokuczliwe długi coraz nowych ofiar wymagały, rozpaczliwie zadumany, nie wiedział już, w którą rzucić się stronę, gdy dnia jednego wychodząc z kościoła, ujrzał przed sobą we drzwiach u kropielnicy stojącego starego mnicha. Podał mu on uśmiechając się wodę święconą.
Ze zdumieniem i radością jakąś poznawszy w nim brata Antoniusza, Semko się zatrzymał.
— Wy? tutaj? znowu? — zapytał go — cóż porabiacie?
— Po drodze zaszedłem — odezwał się staruszek, który zawrócił się i począł za księciem isć ku zamkowi. Jakiś czas przebywałem w Krakowie u braci, ale u nas posłuszeństwo pierwsza cnota. Gdzieindziej mnie potrzebują. Wziąłem sakwy na ramiona.