Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Semko Tom I.djvu/086

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dam, że tam Semka chcą pociągnąć, tak jak dawniej ojca ciągnęli.
— Nie wiem! — potwierdził raz jeszcze kanclerz.
— Semko się będzie opierał, tchórz jest i gnuśnik — począł, po izbie się przechadzając Henryk, i zawrócił się nagle do gospodarza.
— Ojcze, pragnienie mnie pali po łowach, przez miłosierdzie daj się napić czego, byle nie wody, bom już ją z kałuży pił.
Gdy kanclerz rad nie rad, do szafy w ścianie szedł po kubek i wino, rozpustne chłopię, wesoło biegając po izbie, potrącało bez najmniejszego poszanowania ogromne księgi.
— Semko gnuśnik — wołał. — On powinien iść do Polski i o koronę się starać. Gdybym ja na jego miejscu był, a wąsy miał, zrobiłbym to, ale on... Będzie go Błachowa kołysała!!
Płock by naówczas spadł na wydziedziczonego Henryka, ojcze, i mielibyście naówczas takiego księcia, że lepszego, nie znajdziecie!
Codzień uczta, turniej, muzyka, codzień łowy. Dwór pański i świetny, trefnisiów przy biesiadzie, ile izba zmieści...
Podniósł ręce do góry.
Kanclerz podał mu kubek nalany, który wcale nie po dziecinnemu wychyliwszy, zaraz próżnym podał, aby mu napełnił znowu.
— A co? nie prawdę mówię? — wołał roz-