Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Semko Tom I.djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




III.


Późno już było, gdy Semko, który po odejściu Bartosza, sam na sam zostawszy z wojewodą i kanclerzem, naradzał się z niemi długo — naostatek do komnatki swej na spoczynek szedł, zadumany, nachmurzony — bo, choć się słowem żadnem nie związał, kroku stanowczego nie uczynił — niepokój go ogarnął wielki.
Socha i kanclerz odradzali wszelkie staranie o koroną; przypominali znowu ojcowskie nauki.
Padł na siedzenie u ognia książę, blademi oczyma rzucając po ścianach, na których gdzieniegdzie rozwieszony oręż połyskiwał.
Było go w sypialni dosyć, gdyż w owych czasach, zawsze pod ręką musiał mieć każdy broń, nie wiedząc kiedy ją chwycić będzie potrzeba.
Około posłania zwykle wieszano miecze i mieczyki, aby budzący się tylko sięgnąć potrzebował, a zaraz je miał w dłoni.