Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/274

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I wzbudzą czucia nieodgadłe w łonie,
I raz, raz tylko nad niemi zaświecą —
I świat je porwie i czas je pochłonie!
I wrócą potém nad brzeg Manzanaru,
Świecić tam długo nad krainą własną,
A my kropelkę wypiwszy z puharu,
Kiedy przytleją, a może zagasną,
Wspomnim te gwiazdy nie naszego nieba,
Które mignęły i znikły za chwilką!
Ach! czemuż tęsknić za niemi potrzeba,
Czemuż wspominać będziemy je tylko —
Czemuż nam tylko błysnęłaś Doloro,
Wszyscy westchnęli — ty znikasz tak skoro!!




XXXV.
MARZYĆ.

Bodaj to marzyć, bodaj całe życie,
Przedumać w kraju nieznanym dla tłumu,
Gdzie nikt nie przyjdzie obudzić o świcie,
Wrzaskiem rozwagi, pochodnią rozumu.
Bodaj to marzyć na miękkiéj pościeli,
W obłokach dymu, nad wina sklenicą,
W świecie którego ludzie niewidzieli,
Żyć z niewidzianą od świata dziewicą.