Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/275

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Bodaj to marzyć! w objęciu marzenia,
Na łożu dumań, przespać całe życie,
I być dla świata jak kawał kamienia,
Urodzony na Alp szczycie.

I jak ten kamień na niebo spoglądać,
Nie czując wichru, piorunu i burzy,
I o nic nie dbać, niczego nie żądać,
Słońca nie pragnąć, nie drżyć, gdy się chmurzy

Dobrze mi marzyć było — bo w dumań godzinie,
Szło do mnie duchów niewidzianych grono,
I żyłem z niemi w téj nowéj krainie,
Jak brat z bratem, jak mąż z żoną.

Wy nie znacie dziewic nieba?
O nie! — na to marzyć trzeba,
Żeby na tamtym zobaczyć je świecie,
Na to trzeba duszy, oka
A do kochania, pierś wolna, szeroka,
Pierś jest potrzebna, jakiéj nie znajdziecie,
U tych co w wdziękach dziewczyny,
Kochają kawał gliny,
Chwilę roskoszy i szału,
Żeby je poznać, trzeba błądzić w niebie,
Na skrzydłach zapału.
O niebieskim napoju, o niebieskim chlebie,