Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Nocy! trwaj jeszcze — choćby chwil niewiele —
Lub ty — ty zostań w dzień zemną aniele,
Tu —


On.

Nie! Paćjenco — nie dla nas dzień cały,
Powrócę nocą — lecz ranek świta —


Ona.

Wracaj! roskosze będą cię czekały.
Będzie cię tęskna wyglądać kobieta,
Która na świecie, w czyscu, piekłach, niebie,
Nic niema biédna, prócz jednego ciebie!
Raz jeszcze tylko ściśnij mię mój miły!
Raz jeszcze — niechcę — o luby, poczekaj!
Niechcę uścisku, niemiałabym siły
Opuścić ciebie — Idź! Bądź zdrów — uciekaj! —
— Bądź zdrów! — powtórzył Paolo w zapale,
— Bądź zdrów! o! będziesz zdrów spać na dnie morza!
Oto wschodząca porankowa zorza
Oświeca grób twój Adryatyku fale!
Żegnaj go, żegnaj — nie ujrzysz go więcéj —
Paolo dziecko, lecz znajdzie dość siły
Żeby Franczesko! Franczesko twój miły,
Padł z jego ręki dziecięcéj! —