Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/097

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    —   89   —

    Straszniejsza jeszcze! — przybiega szalona
    Dręczyć na dni schyłku,
    Każe w ustach kobiety, u kobiety łona,
    Spragnionéj duszy, szukać roskoszy posiłku.
    Lecz brudna miłość druga i roskosz jéj licha!
    Bo nie ma dziewiczego młodości uroku,
    Téj łzy smutnéj a miłéj zawieszonéj w oku,
    Tych westchnień naumyślnie powtórzonych z cicha,
    Pierwsza miłość, ostatnią jest szczęścia godziną,
    Z nią wszystko ginie — jedne wspomnienia nieginą.
    Lecz dość tego, z łez, westchnień smutnego przędziwa!
    Naléj mi wina! Czara co pół garnca trzyma,
    Roskoszy tyle w sobie i wspomnień ukrywa
    Ile ich i w młodości i w miłości niema.

    Dobrze czasem pogwarzyć i powzdychać społem,
    Gdy na smutek lekarstwo tuż gotowe stoi,
    Kiedy siedzim za szumnym biesiadniczym stołem,
    Kiedy łza i westchnienie winem się upoi!
    Lecz wiek cały tym bredniom na łup dać niebacznie,
    Kończyć dzień smutno, gdy się nie wesoło zacznie,
    Nierozum! tak — nierozum — podaj no tu wina!
    Powieki mi się kleją i sen brać zaczyna!
    Fe! A wy już oddawna jak spostrzegam śpicie?
    Spią! we śnie utopili najdroższy skarb — życie!

    8*