Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Poezye tom 1.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   57   —

Zimna, mądra, ostygniesz z namiętnych płomieni;
Zestarzejesz — lecz młodzi spotkamy się w niebie.

Wszak dusza nie starzeje! tak! tam luba w niebie,
Dokonczymy rozmowę na ziemi poczętą;
Tam będziesz moją, tam mi nikt nie wydrze ciebie,
Tam brudna miłość ziemska, przemieni się w świętą.

Brudna? nie — i tu miłość nasza czystą była,
Wyrosła z łez i nieszczęść, na nich się skończyła!
O! te chwile w najsłodszych życia mego mieszczę,
Czegożbym niedał, gdybym dziś mógł kochać jeszcze?

Lecz dziś kochać niemogę — widziałem świat cały,
Odarłem człeka z ciała, w krew jego patrzałem,
Serce wyrwane z piersi te ręce trzymały,
Z czaszką myśli stolicą, o ludziach gadałem.
Kości ludzkie i trupy mówiły mi wiele,
Lecz nie powiem wam tego, co od nich słyszałem,
Wy świata kochankowie piękności czciciele
Kochajcie tak, jak wprzódy i ja sam kochałem.
Dziś ja, jak mucha życia kończąc jednodniowe,
Litując się nad wami, w grób nachylam głowę.

Ach! gdyby tylko chwilę Maryo ukochana,
Tylko dwie przeżyć chwile, jak my dawniéj żyli,
Wieczorem zejść się w domu, a w kościele zrana,
Płakać godziny całe, a śmiać się pół chwili.