Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Mam was w ręku, zawołał i podbiégł za wchodzącym — Już był w sieniach, a pociemku łatwo mu wkraść się do chaty. Przez pół otwarte drzwi się wcisnął i gdy Naścia podbiegła pytając
— Kto tu? kładąc palec na ustach, gdy młody chłopiec rzucił się ku niéj i z nią razem w głąb izby, Sawka już dłużéj wytrzymać niemogąc, zatrzasnął drzwi silnie i podparł je kołkiem.
— Ojcze! ojcze, zawołał głośno — chodźcie no chodźcie, zobaczcie jakiego ptaszka ułowiła synowa!
Krzyk dał się słyszéć w izbie — i młody poskoczył do okna —
— Nie wymkniecie mi się, nie bójcie! — zawołał Sawka, nie wyleziecie oknem paniczu.
To mówiąc rzucił się na niego z kijem i pochwyciwszy za barki, powalił na ziemię. Naścia skoczyła ku drzwiom, ale drugą ręką stojący na przesmyku Sawka porwał ją za włosy i powalił. Nogą przytłoczył chłopca, a ramieniem otoczył żonę i wołał na ojca