Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


która oparta o słup wrót podwórzowych, rozmawiała z kimś wesoło.
Milcząc, tajemnie, podkradł się do nich Sawka, aż cichą usłyszał rozmowę.
— Twego męża nie ma w domu —
— Niéma, odpowiedziała Naścia — pojechał z Bogiem.
— Można dziś przyjść do ciebie —
Naścia nic nie odpowiedziała —
— Zostaw drzwi otwarte —
Naścia milczała i kręciła koniec fartucha w ręku —
— Jak piérwsze kury zapieją, przyjdę do ciebie.
— Stary ojciec, szepnęła Naścia, śpi w komorze.
— On dawno już nie wstaje, odpowiedział głos drugi — i nic słyszéć nie będzie —
— Przyjdźcie, przyjdźcie — cicho szepnęła kobiéta — pamiętajcie —
Mężczyzna się oddalił — Sawka poznał w nim syna Rządzcy, któren już środkiem ulicy szybko biégł ku dworowi.