Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie było Sawce tak ciężko rzucać domu, ojca i żony. Zaledwie ujechali do lasku, namyślił się i powiedział sobie, dobrze by nie jechać. U lasku spotkał młodego Dmytra, który wracał z furą drew do wsi.
— Słuchaj Dmytro, rzekł, jedź z moją chudobą do Buga, a ja tobie za to będę przez ten czas młócić.
— I kwartę wódki postawisz? spytał Dmytr.
— Zgoda, postawię — rzekł Sawka.
— Zgoda.
Dmytro stanął przy pszenicy, a Sawka powoli powrócił do wsi. Ale nie pokazał się w swojéj chacie, odwiózłszy drwa i złożywszy je na podwórku Dmytrowéj chaty, która stała w końcu sioła; poszedł do jego stodoły młócić i młócił do wieczora późnego — Już dobrze pociemniało, kiedy z bijącém sercem (i im serce bić umié!) powlókł się ku swojéj chacie.
Spójrzał — nie było światła w okienku i coś tylko bielało przed chatą — Szedł niespostrzeżony daléj. Zbliżywszy się poznał Naścię,