Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ma prawa zaczepić ją, zelżyć słowy, uściskiem, wejrzeniem, śmiéchem, kto niéma prawa odepchnąć męża, ile razy staje na zawadzie miłostkom? kto niéma prawa sponiewiérać małżonka w oczach żony, żonę w oczach męża? Każdy swobodniejszy od nich, każdy się biédnéj kobiécie wyższym czémś od jéj współtowarzysza wydaje; a za krok na drogę występku, wszakże płacą względami, ulgą w pracy, piéniędzmi, wszakże jest zachęta do występku, pobłażanie dla niego, a razy a prześladowanie, a przemoc nawet dla upornéj cnoty? — Biédnéj kobiécie trudno być nawet cnotliwą. Nie śmiéjcie się z zepsucia w niższych klassach, wy je sami robicie rzucając ziarno, z którego wyrasta, wy je sami podsycacie —
A potém — spytajcie występnych, czy pojmują co czynią?? spytajcie drugich czy nie odpłakali piérwszych złych kroków, czy do nich nie byli zmuszeni. Zdadzą się wam Chrystusowe słowa — Nie rzucajcie na nich kamienia —
Koło Naści, co żyło kręcić się zaczęło i zalecać. Co było we dworze próżniackiéj,