Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czyż chłopek spójrzy na wiosnę!! O nie — nie — jemu czas z pługiem na pański łan, potém z radłem, potém z nawozem, potém z piaskiem i cegłą do fabryki, potém z broną, i znowu z pługiem i z kosą —
I już rozwinęło się wszystko, już zielenieje świat, już falują zboża, już kłosuje pszenica, już przekwitły kaliny, bieleją hreczki, już słowik nie śpiéwa, gorące lato się zbliża — żyto żółknie, jarzyna w kłosach, łąki wonieją — Czyż on ma czas spójrzeć na piękny świat boży i poradować się nim i podziękować Bogu, co go cudami otoczył?? O nie — nie — jemu znowu iść za pługiem, za radłem, z kosą na łąkę. —
Nadchodzi jesień, zboża dojrzały, pochyliły się; głodny ledwie dożył téj pory pożyczaném ziarnem, ledwie dohorował swojego żyta, żywiąc się kartoflami, zielonym liściem buraka; blady, głodny, nakarmiony niezdrowym pokarmem, pogląda na swój sznurek, na którym żyto pozłociało. Ale kiedy je zżąć — Dziś tłoka, jutro pańszczyzna, pozajutro odrobek i pędzą i pędzą, że chyba po xiężycu, półkopek na chléb zeżnie dla siebie.