Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ciwszy jeszcze, gdy już chowali białą sukmanę i zdjęli kraśny pas. —
I tak szły mu te szczęśliwe lata młode — już w pracy ciężkiéj na wiek, przecięte tylko niewielą, przyjemnościami. Ale jak było, było mu dobrze i nie skarżył się.
Tak Sawka, dobiegł lat kilkunastu i został chłopakiem liczącym się w chacie, potrzebnym. Już się rodzicom wypłacił, matce za chwilę boleści, ojcu za pas i sukmanę. —
Dotąd wesoły był i raźny, ale niedługo, niedługo; bo téż Bóg nasłał na chatę ciężkie lata. Naprzód zmienił się dawny Ekonom, który jakkolwiek ciężki, dawał się przecie ubłagać włóczebném, kwatérką, czarnymi oczyma dziewcząt i pokłonami panów gospodarzy. Hrabia właściciel wioski, wyjechał nagle, zostawując rządy chciwemu Pełnomocnikowi, któren zaraz pozmieniał podręcznych i nowy uciążliwszy jeszcze niż kiedy, porządek wprowadził. Niedość że nie było karbów, tabelli i pańszczyzny, nie dość że dni kobiéce nie liczyły się za nic, że prządki w dzień szły do Rządcy na folwark, nie dość że trzeba było wychodzić