Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Latarnia czarnoxięzka Tom II.djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ojciec często przesiaduje. — A w głowie chłopca już obrazy świata i wyobrażenia obowiązków ułożyły się porządnie i wybiły dobitnie na wieki. On już dójrzał nieodrosłszy od ziemi, on wszystko wié i niczego nie ciekawy wkrótce, a wszystkiego zazdrośny. A nikt, nikt, nie powiedział mu jeszcze co dobre, co złe; on dobre tłumaczy korzyścią, a złe cierpieniem, posłuszeństwo strachem, miłość potrzebą. O biédne, stokroć biédne dziécię i dziwujecie się potém, że z seciny wyrastających samopas, dziko, jak chwasty pod płotami dzieci, wyrośnie dziesięć ostów i pokrzyw? Dziwcie się raczéj, że same osty i pokrzywy nie rosną.
A jednak kwitną i róże dziko, kwitną i lilje wonne wśród chwastów. Bo Bóg dobry i gdzie nie uczą ludzkie usta, tam uczy we śnie, uczy marzeniem, uczy przeczuciem, Aniół stróż, duch Boży i przychodzą im cnoty do serca, jak nasiona niebieskich kwiatów, nad wody, niewiedziéć z kąd, nie wiedziéć jak! Nieraz prawda, sto razy, na kielichu będzie kropla błota, na liściu plama rdzawa; ale jak się błotem nie umazać, rdzą