Przejdź do zawartości

Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Król Piast tom II.djvu/019

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

zowany, grzeczny i układny, czemuby się podobać nie miał??
— Nie zapominajcie o tem że z cesarskiego domu Arcyksiężniczka — mówił ojciec — która może pamięta, jak u dworu nasz król naonczas podkomorzując chodził za stołem... — nosem będzie pokręcać... zamilkł chwilę ojciec Czesław.
— Jako powiadam, po co mu było koniecznie Cesarzownéj albo królewnéj szukać — dodał — wybraliście Piasta, trzeba mu było Rzepichy poszukać, a byłaby się znalazła — z rakuskiego zaś domu...
Ksiądz się zamyślił i urwał nagle... Do drzwi stukać zaczęto — wybiegł za głowę się porwawszy. Z pierwszéj chwili słychać było głosy pomięszane... O. Czesław się spierał i fukał...
Kuchmistrze nalegali i na ostatek poczęto coś wydawać, a szlachcice zdala świadkami byli, jak zabierano oberemkami najkosztowniejsze przyprawy.
— Nam w domu, czasem chrzanem, koprem i kminem obchodzić się trzeba — rzekł Grzegorz — i jakoś się z tem żyje, ale tu... korzenno być musi, a dostatnio... my też ogórkami się obchodzim, gdy im limonij i pomarańcz mało.
O. Czesław powrócił odprawiwszy kucharzy.
— Nie powstydziemy się choćby i cesarskiego dworu i Cesarzowéj matki, która córkę odprowadza — rzekł — Kuchmistrzów mamy, z których jeden pryncypalny u Jerzego Ossolińskiego się aplikował a potem kuchnię prowadził, inni też i za granicą u książąt różnych uczyli się swéj sztuki... Obiecują też cuda! Sami cukiernicy co budują, do postawienia na stołach, to tylko iść patrzeć a zdumiewać się z taką oni sztuką