Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Jelita t.II.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


siwa głowa ojca i biały czepiec żony, na ręku trzymającéj dziecinę.
Płakali wszyscy i ściskali ręce, a mówić nikt nie mógł...
Gdy wóz się zatrzymał w podworcu, a ludzie na ręce wziąwszy Szarego, do izby go nieśli — on trzymając za rękę żonę, uśmiechał się wesoło do niéj i do dziecka.
— A no! — zawołał — smutkom tym i łzom daćby pokój! Jest się z czego radować i Bogu dziękować.
Podniósł do góry drugą rękę i zakrzyczał wesoło.
— Ojcze kochany, kubka, choć kroplę wypijemy prze zdrowie króla i korony naszéj...
Do żony się zwrócił.
— A wy! odezwijcie się co wesołego. Piosnkę zanucić! Rycerska rzecz zawsze dobréj myśli być w złéj i pomyślnéj doli równo.
Wziął kubek podany i do ojca obracając się.
— Króla zdrowie! niech nam długo i szczęśliwie panuje!!