Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Jelita t.II.djvu/076

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wlepiwszy w małą lampkę, którą Włostek zapalić kazał, pozostał bezwładny... Jedzenia odmówił, wody brudnej napił się trochę...
Porzucono go tam samym, bo nikt się do niego nie zgłaszał już, nikt — i widzieć nie chciał. Ze wszystkiemi zwaśniony był...
Wojewoda ze znużenia drzemać począł, lecz zaledwie sen zamykał mu oczy, jakiś przestrach je otwierał, rzucał się — oglądał — trwożył...
Raz i drugi za miecz chwycił i odrzucił go precz. W tem zaszeleściało coś około namiotu, opłotki i zasłona się podniosła, wysoki mężczyzna obwinięty opończą z kołnierzem stojącym, ktorego[1] twarz była całkiem zakryta, ostrożnie wśliznął się do namiotu.
Wszedł, przystanął w progu, obejrzał się i widząc wojewodę, który za miecz ręką drżącą pochwycił — nie poruszył się tem, ani uląkł, pozostał obojętnym.
Wincz siadł na łożu.
Wnijście to człowieka z zakrytą twarzą zdawało się go przestraszać — zwolna przybyły odrzucił kołnierz, który mu krył oblicze, zdjął czapkę na czoło nasuniętą. Wojewoda poznał Dobka Nałęcza, którego od ostatniej z nim rozmowy i rozbratu w Pomorzanach, nie widział.
Dobek nie był z niemi... Cóż on mógł robić w krzyżackim obozie?

Żywy to był i straszny wyrzut — ten czło-

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – którego.