Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom II.djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie brakło jéj nawet wykształcenia umysłowego i daru słowa i smaku w sztuce, a ci Cezarowie, których tytanicznym dziwimy się okrucieństwom, co się nad tysiącami ludzi dla igraszki pastwili, byli to swojego wieku znakomici pisarze, mówcy i biegli artyści.
Każdy z nich znał się na prawidłach wymowy, na warunkach gry aktorów, na doskonałości rzeźby, umiał zrobić wybór w obrazach, pokierować budową, lub zręczny ułożyć wierszyk. Greckich arcydzieł nie mógł Rzym wydać, ale je przywłaszczył, naśladował i cenił.
Jak dziś u nas przywłaszczona obca mowa, tak tam grecki panował język i obyczaj, choć Grecya upadła i gniła sama. Jéj literatura, sztuka, zwyczaje, choć się ich urzędownie zapierano na Forum, panowały wszechwładnie na wybrzeżach Campanii, a w willach ustronnych hetery helleńskie dzieliły tron z Cezarami i władały nimi na współ z rzezańcami, histryonami, ze skoczkami i woźnicami.
Zaprawdę, świat to był piękny, przyzwoity, cywilizowany, choć stopy jego mokły we krwi rozlewanéj co dnia, a piersi jego toczyła niesłychana rozpusta, potworna, źwierzęca, wyszukująca sobie pastwy coraz nowéj, po za krańcami możliwości... w mgłach fantazyi chorobliwéj.
I miasto, które królowało ówczesnemu społeczeństwu, odpowiadać mu musiało.