Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom II.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z jednéj strony żywiło ono sobą wille co je otaczały, gniazda rozkoszy i lubieżnego spoczynku, z drugiéj zjadało sąsiednie kraje, wycieńczając z ludzi, z rolnictwa, z pracy...
Sabiński kraj, Etruria, Latium, pustoszały jak słaba roślina, któréj soki sąsiedni dąb-olbrzym wypija. Miasta nawet zasunięte w góry głęboko, tém chorobliwém absorbującém życiem Romy wysuszone, wycieńczone ginęły.
Rerum pulcherrima Roma... [1] korzystała z swych nieszczęść nawet; pożarowi za Tyberyusza winną była ówczesną swą wspaniałość, gdyż na miejscu gmachów zniszczonych wzniosły się wprędce nowe i piękniejsze...
Już przybywającemu zdala do stolicy świata zwiastował się gród-Cezar długą i przepyszną ulicę grobową...
W dali, z zieleni laurów i ciemnych cyprysów bielały wiszące wysoko galerye, portyki i kolumn lasy, poczepiane jedne nad drugiemi, piętrzące się do szczytów świątyń... do wierzchołków obelisków i iglic porfyrowych...

Bliżéj wśród róż, fig, morw i winnych splotów... stały szeregiem z obu stron marmurowéj drogi pałace umarłych, złocone, malowane, błyszczące,

  1. Virgilius, Georg.