Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom II.djvu/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tworzenia się świata, wielkiego słowa, które ma go przeobrazić. — Ale jest-li jeszcze słowo takie, któreby wyrzeczone nie było od początku świata?
— Przeczuwasz wielką prawdę — przerwał piérwszy podróżny poważnie — ale ci dostrzedz jéj trudno, tak zakrytą dla was została ludzkiemi wymysłami. W naszych księgach starych, w których się mieści pierwotny zakon dany człowiekowi, jest ona jaśniejszą niż gdziekolwiek. Tam wyraźnie przepowiedziany został Zesłaniec, Syn Boży, który przyjść ma świat wybawić.... A patrzcież jeno, czy mogła być chwila lepiéj ku ratunkowi sposobna, w którejby ludzie więcéj pomocy z niebios potrzebowali? Nie jest-li to upadek ostateczny, zapoznanie się, oszalenie? nie przyszedł-li człowiek z jednéj strony do zbydlęcenia, z drugiéj do ubóstwienia? nie obłąkałże się z rozpaczy? Żyje on jako źwierz, a pragnie być Bogiem.... Pozostało-li dlań co świętego?
— Tak — rzekł Asprenus — czujemy to wszyscy, że przyszła, że blizką jest wielka chwila; ale w czémże się zamyka ta prawda nowa?
Starzec pomyślał, podniósł oczy w niebo, złożył ręce, łza błysła mu na źrenicy, i powoli, stając wśród drogi, ozwał się do żydów i poganina:
— Jeden jest tylko Bóg... wszyscy ludzie jego dziećmi... a braćmi pomiędzy sobą.... Pan i niewolnik, jednego ojca bliźnięta.... Miłość jest prawem świata....