Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


która cię przeklina i na głowę twoją wzywa zemsty i piorunów!!
Tyberyusz, który się lękał gromu nad wszystko, przelękły, pobladł, ale wspomnienie téj, któréj rysy przypominała mu Rachel, gniew wybuchający hamowało.
— Weźże i to drugie życie — mówiła Rachel — zabij i mnie jak jego zabiłeś! pływaj we krwi i pij posokę, któréj wylałeś tyle....
Po tym wysiłku upadła rozpłakana i zasłaniając oczy, jęczała łkaniem przeszywającém; Tyberyusz stał osłupiały.... Słowa wyrzeczone skazywały ją na śmierć; gniew powoli wyrastał w jego piersi, oblewał twarz i krwawemi zabłysnął oczyma, ale zarazem przywykły mu towarzyszyć uśmiech, zjawił się na spalonych wargach.
— Na stos oboje! — rzekł do otaczających — Manom Hypathosa spalić tę szaloną niewiastę.... Priscus! kto ona?
Ani Priscus, ani z orszaku nikt, nie znali nieszczęśliwéj i nic powiedzieć nie mogli. Helios biegł już na ratunek zapóźno, gdy Juda, jeszcze nie postrzegłszy ucieczki żony, pogrążony w żalu po bracie, zakryty płaszczem, łzy nie męzkie wylewał.
Starzec, nie mówiąc mu nic o Racheli, aby na daremne nie wystawiać go niebezpieczeństwo, śpieszył zrozpaczony ratować biédną, którą chciał jako szaloną przed Cezarem wystawić.