Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wizerunki bogów okryte sukniami bogatemi, a flety, piszczałki i bębny wrzaskliwą pieśnią jakąś napełniały powietrze....
Wszystek tłum ten stanął przed wnijściem do groty i zamilkł, gdy starzec, sparty na ramieniu Hypathosa, spuścił się z tronu na ziemię i począł zbliżać do ołtarza z nim razem.
Dwóch ludzi czatowało oczekując wschodu słońca; na dany przez nich znak, ogień z wonnego rozpalony drzewa buchnął płomieniem jasnym i dymy białemi na chwilę zakrywając Heliosowi obraz, któremu przypatrywał się ze zgrozą i drżeniem...
Nim mgła ta rozeszła się ku górze wzbijając, promień słońca wdarł się do jaskini, oświecił posąg Mithry i krzyk boleści przeszył powietrze, krótki, urwany, śmiertelny....
Hypathos leżał u nóg Cezara, poświęcony przezeń na ofiarę słońcu, w samo serce wbitym nożem... strumień krwi płynął z piersi jego ostatkiem życia dyszącéj.
Helios ujrzał obraz ten straszliwy, krzyknął boleśnie i słaniając się z rozpaczy padł na kolana.
Na znajomy dźwięk tego głosu, Hypathos piękną swą głowę podniósł z ziemi błagający wzrok zwracając ku posągowi, rękę przyłożył do piersi zranionéj, westchnął i padł martwy.... Uczucie boleści niewysłowionéj wypiętnowało się na zastygającém obliczu....