Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/267

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Siadłszy na ziemi Helios, okrył twarz i głowę szatą zwalaną, tając łzy które wylewał; Rachel tuląc się do Judy płakała na pół omdlona, brat zgrzytał z zemsty i gniewu... Wszyscy troje stali tak u téj szczeliny, u ściany, co ich dzieliła od świątyni krwią niewinną oblanéj. Ulp z tyłu, nie wiédząc co się stało, gromił ich boleść, urągał jéj prawie, nie mogąc powodu wytłómaczyć.
Nareszcie i sam zajrzeć zapragnął, poznał wyciągnionego na ziemi trupa, z którego strugą czarna krew płynęła jeszcze przez pierś rozbitą, i odskoczył przerażony.
Hymn na cześć Mithry-Słońca rozlegał się potężnie....
Po spełnionéj wielkiéj ofierze, bogu dnia i żywota, któremu najulubieńszą istotę własną ręką poświecił[1] Tyberyusz, kapłani padli na modlitwę za Cezara... on stał jeszcze chwilę zadumany, posępny i w orszaku młodzieży udał się nazad do Jowiszowéj willi... rozkazawszy ciało Hypathosa spalić na stosie przed samą pieczarą....
Nieco opodal, na białéj marmuru sztuce grecki robotnik rył już napis grobowy, którym sam Cezar uczcić chciał popioły ukochanego młodzieńca.

Gdy milczenie znowu wróciło, a tłumy powoli się rozpierzchły, po długiéj chwili nieméj boleści, Helios wstał z ziemi i powlókł się nazad, drąc szaty na sobie, mieszając z modlitwami przekleństwa.

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – poświęcił.