Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Capreä i Roma Tom I.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z tą myślą pospieszył do jaskini, w któréj zastał Ulpa tylko samego, spokojnie naprawiającego sieci.
— Są oni tutaj? — zapytał go.
— Są głębiéj... czekają na ciebie.
— I Hypathos?
— Ten nie mógł przyjść jeszcze...
— Ulpie — rzekł żyd wstrzymując się chwilę — przyszła godzina... potrzeba odwagi... Wszak noce są ciemne, i przewieźć ich można?
Rybak podniósł głowę czarnemi włosy pokrytą, a straszliwa jego twarz, krwawemi poorana bliznami, w któréj tylko ciemne oczy błyskały, nie dozwoliła się domyśleć nawet, jakie się na niéj malowało uczucie.
— Winienem ci życie — odpowiedział — to ci je dam... Powiozę gdy każesz, dniem czy nocą, a jeśli potoniemy, lub nas gdzie na krzyże powbijają, nie będzie wina Ulpa, na wielkiego Herkulesa!
— Jakto? ty się obawiasz?
— Ja! niczego! — rzekł rybak — ostrzegam tylko co przypaść może... a popłynę, gdy zechcecie. Będzie co Fatum przeznaczy.
Helios wszedł w głąb groty, w któréj piérwszém wnętrzu ubogi tylko sprzęt rybaka się znajdował; sieci, oszczepy stare, trochę wiszących na sznu-