Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wścieczonego tłumu, który aż do zamku pędził Węgrów, a że tu bramy były zaparte, bo się obawiano napaści na cały dwór starej królowej, kobiety rzucały z okien drabinki dla uchodzących a lud je strącał i chwytał — nie patrząc kogo, byle się madżarem wydawał...
Książę, jak gdyby widowisko to dla niego było sprawione, nie wszedł do izby przez cały dzień — od wrót swych krzycząc.
— Bij — zabijaj!!
Ludzie go poskromić nie mogli, a Buśko przelękły na próżno targał za szaty, błagając aby się w ten wrzący tłum nie mięszał i milczał.
Odpychał go Biały — i — choć krwawe zajście dla niego nie mogło przynieść żadnej korzyści — przyklaskiwał mu...
Noc dopiero ten uliczny dramat zamknęła — gdy już na mieście ani jednego nie było madżara, a Wawel zamknięty, ostawiony strażą — jakby wśród oblężenia od nieprzyjaciela bronić się musiał.
Książę obchodził go do koła i wołał.
— Tak samo królowę oblegają, jak mnie niedawno w Złotoryi... Palec Boży nad niemi! zemsta Boża!! Tak samo też Ludwik i ona z królestwa tego uchodzić będą musieli, jakom ja uszedł z mojej dzielnicy...
Przez całe trzy dni, dopóki się w Krakowie nie uspokoiło, i królowa w podróż się nie wy-