Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


oparł się temu, nie życząc sobie ze starą królową się spotykać. Zażądał gospody w mieście, i, gdy mu ją wyznaczono w pobliżu Wawelu — zabrał się tu odpoczywać.
Widok życia, gwaru, wesołości jaka tu panowała, rozwielmożnionych Węgrów, tłumnie przybywających ziemian — i wszystkiego co znamionowało potęgę króla i jego spokojne panowanie, rozjątrzył księcia...
Na złe jego usposobienie wpłynęło i to, że znalazł Jaśka Kmitę z Wiśnicza starostą tutaj, przypominającego mu starostę Sieradzkiego tegoż nazwiska, który się do pokonania go przyłożył.
Najrzał też z okna, jak mu się zdawało, Lasotę, który go opuścił, a miał doń żale w sercu. Cóż dziwnego że sam więźniem będąc, wśród wesołych i rozhukanych smutnym, wszystkim zarówno na których patrzał, życzył jak najgorzej.
W dzień Ś. Mikołaja, dość uroczyście obchodzony, Biały do kościoła nawet pójść nie chciał, leżał na pościeli, Buśka wysyłając po plotki, lub że dzień był nie zbyt mroźny a pogodny, w bramie stawał i przechodzącym się przypatrywał.
To go jedno cieszyło, że Węgrowie przesuwający się tędy z zamku, wszyscy z Polaków się najgrawali, w czem on im dopomagał, bo się był języka ich w Budzie nauczył, a Polacy narzekali na ucisk madziarów, czemu też potakiwał, jątrząc jednych na drugich.