Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zie panowało rozdrażnienie i smutek, żal po zabitym Frydruszu i po zmarłym z rany Kaźku Szczecińskim.
Nie zapytał go nikt gdy się do obozu wsuwał, ani kim był, ni zkąd i z czem szedł... Namioty stały popodnoszone dla gorąca, ludzie pokotem odpoczywali — czynności nie było widać wielkiej, tylko czaty pod zamek chodziły.
Z namiotu Szczecińskiego księcia zdjęto jego chorągiew a zawieszono czarną — widać w nim było trumnę już zabitą i osmoloną, przy której świece się paliły i księża śpiewali...
Sędziwoja wielki namiot z chorągwią hetmańską łatwo poznać mu było. On też sam w łosiowym kaftanie, bez zbroi, siedział na pniu u wnijścia i z Bartkiem z Więcburga rozmawiał.
Zobaczywszy Buśka, który miał całem życiem wyrobioną fizyognomię i postać stanu swojego — Sędziwój się namarszczył. Nie widział go nigdy w życiu — ale się domyślił posła od księcia i jego dworaka.
Buśko raz i drugi krąg zrobiwszy, w końcu zbliżył się i zdjąwszy kołpaczek, pokłonił.
— Zkąd? — zapytał wojewoda.
Buśko na zamek wskazał.
— Od księcia? — cóż za obowiązek sprawujesz przy nim?
Buśko skromną przybrał postawę.
— Jak kiedy — odparł — gdy wesoło nam, to ja