Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nałęczów szczególniej, rozrodzonych bujnie, było mnogo.
Duchowieństwo też z różnych stron licznie się zjechało.
Domagano się naprzód od tych co w Koszycach byli, aby o przebiegu sprawy z królem Ludwikiem dali wiadomość.
Wieść już była tu doszła że król naprzód, nie mając męzkiego następcy po sobie żądał, aby się Polacy zgodzili na przyjęcie za królowę, córki Katarzyny — przeciwko czemu opór był wielki. Tymczasem Katarzyna zmarła i po niej znowu na Marję przelać chciał król jej prawa...
Z tych co z Koszyc powracali, za najwymówniejszego uchodził Pobożanin imieniem Spytek, na którego też zakrzyczano zaraz aby głos zabrał, może dlatego że, choć mąż był poważny i słowa łatwego, mawiał tak zawsze wesoło o największych sprawach, że raczej do śmiechu niż do roznamiętnienia pobudzał.
Spytek wstał, w boki się wziął, spojrzał po zgromadzeniu i począł.
— Miłościwi moi — rzekł — radbym był, gdybyście mi z powodzenia i zwycięztwa kazali sobie liczbę zdawać, a nie z pogromu — tymczasem i biedę a upokorzenie własne trzeba znać, aby się z nich dźwigać.
Wiecie to, że naprzód nami bez nas, chciano rozporządzać i nawet do Koszyc na zjazd nie po-