Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ustali tam, gdzie murem stać powinni... Twoi tego nie umieją.
Biały niecierpliwił się coraz mocniej.
— Tak! — zawołał — pierzchną może, aby powrócić i nieprzyjaciela napaść — ale to ciury wytrzymałe i szalone.
Fryda poruszyła zlekka ramionami. Z czoła jej zmarszczonego widać było że o przyszłość narzeczonego nie zupełnie spokojną była. Książę przeciwnie śmiał się, mówił, roił i usiłował w sobie wiarę utrzymać, sztucznie pobudzoną...
Najmniejsze sprzeciwienie się mogło nią zachwiać i obalić — nie pozwalał więc na nic, nawet Frydzie.
Wybór za Wisłę był już przygotowany. Wszystkich niemal ludzi musiał zabrać z sobą bo mu się zdawało że ich miał zawsze za mało, choć tak bardzo ufał ich męztwu. Fryda pozostawała w Złotoryi, pod opieką Buśka, który równie smutno jak ona na odjeżdżającego pana swego poglądał. Mała garść załogi i robotnicy młynarza Hanki, którzy na brzegu łodzie ogromne budowali, stary cieśla i zięć jego — na zamku też zostać mieli, którego dowódzcą mianował Biały Drzazgę, zabierając z sobą Lasotę i Bylicę.
Nałęcz, który był w początku zdumiony wielką rzutkością i przytomnością księcia — obcując z nim codziennie, w różnych wypadkach patrząc nań zbliska, znacznie osłabł w swej wierze i zmienił