Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/097

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Co ty myślisz, głupi Buśku? jak się tobie zdaje? weźmiemy my Inowrocław?
— A waszej miłości jak się widzi? — odparł bajarz — bo mnie coś w oczach ciemno...
— Otóż — i mnie ciemno?
Buśko wskazał na drzwi, za któremi była Fryda.
— A tam co mówią?
Biały potrząsnął głową, dał palcem znak towarzyszowi, aby nie mówił głośno.
— Różnie — szepnął... — Ja — ja... — zająknął się i nie dokończył.
— Trzeba iść — dodał po chwili. — Wielk czas... Gdy my na nich nie wyjdziemy, oni wystąpią przeciwko nam. Ten Jaśko Kmita, daj przepadł... powiadają że sobie dobrał Bartosza z Więcburga...
Pokręcił głową i począł marzyć.
— Pobiwszy ich, wziąwszy Inowrocław, Szarlej — niema co odpoczywać, na Brześć musiemy... Co najmniej całe Kujawy... Dopiero się wielkopolanie opatrzą; bo oni czekają tylko... a na mnie się oglądają. Ja to wiem...
Buśko ręką machnął.
— Oni czekają! — rzekł kwaśno — a my na nich że nie?? Gdyby oni ruszyli.
— Ruszą się — zawołał książę... — gdy im pokażem, iż wojować umiemy.