Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gromadom nowe natchnęło męztwo, lecz — w istocie przeciwników na chwilę strwożyło.
Sędziwój, któremu znać o niem dano, Jaśko Kmita też ciągnący z oddziałem Sieradzian, uznali po raz pierwszy, iż Białego lekceważyć nie było można...
Zdał się im groźnym, tem czem był w istocie, że gromadził do siebie wszystkich niechętnych, wszystkich rozproszonych warchołów...
Należało co najrychlej z nim kończyć...
Narazić się wszakże na drugą klęskę — groziło niebezpieczeństwem... Sędziwój z Szubina zgromadził około siebie wszystkich na radę. Polecono zamki i gródki osadzać, ściągać ludzi, zkąd tylko było można.
Urósł Biały książę...
Sam on byłby nawet poczuł to, że był silniejszym i że powinien był korzystać z czasu; lecz Fryda wzmogła to jego przekonanie; zagrzewając i nie dając mu spoczynku...
Dnie całe teraz upływały na naradach wojennych, na planach coraz śmielszych...
Lasota radził najechać na zamek z wieżycą uw[1] lasach — u Służewa, bo mu się zdawało że Jarosław, który tam władał, osadę miał szczupłą i nie spodziewał się pewnie najazdu...

Posłano na zwiady Bylicę, którego teraz używano do wszystkiego, lecz wrócił ze złą wiadomością, bo Jarosław się uląkł był, a Sędziwój

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – w.