Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/091

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wzrostu, krępy, gruby, silny jak żubr, karku twardego; ręki jak topór strasznej — był przytem przebiegłości wielkiej. Polowania na kupców i przejezdnych po gościńcach, wyuczyły go lisich zasadzek, podkradania się, podsłuchów... Podsuwać się umiał pełznąc po cichu, a spadać jak piorun... Ludzi swych gdy się bić mieli, podpajał chętnie, ale sam tak jak nic nie pił...
Chciwy był na grosz, a łasy na białogłowy, a że od dzieciństwa włóczył się z mieczykiem, potrzebował już do życia przyprawy niebezpieczeństwa i walki...
W Brzeskich młynach, zastawszy ludzi, bo zawóz był wielki, Bylica przysłuchiwał się ich rozmowom. Tu mu w ucho wpadło, że z Sieradzia ciągnie w pomoc Sędziwojowi Jaśko Kmita, i że już nawet przodem wyprawił swoje wozy, namioty, ludzi, skrzynie, bo pan był zamożny...
Od niechcenia zaraz wybadał Bylica, kędy mogły się znajdować te tabory Kmity, i jaką one drogą prawdopodobnie iść miały, a kiedy się do Kujaw zbliżą. Lud, skłonny zawsze do opowiadania, szeroko o tem rozprawiając, dał Bylicy skazówki.
Nie pokazywał on tego po sobie, jakby mu one na co przydać się miały, lecz w duchu pomyślał że Hankę zaprowadziwszy do Złotoryi, musi na obóz Kmity uczynić zasadzkę...
Bylica byłby ją niemówiąc nic nikomu sam