Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


obronie przygotować, a na zamku wojenne machiny na wypadek oblężenia, poddało komuś myśl o Hance i imię jego księciu przypomniano. Fryda natychmiast sprowadzić go kazała.
Wyprawiono oddział ludzi, aby go po woli lub niewoli na zamek dostawili. Młynarz, choć nie miał wcale ochoty mięszać się do spraw Białego, aby potem nie odpowiadał za niego — nie mógł się opierać, i z pokorą, niby z dobrej woli pojechał, zięcia z sobą zabierając...
Stary młynarz nienawidził wojny, niepokoju i wszystkich tych którzy byli jej przyczyną — nie cierpiał księcia i burzył się przeciwko niemu, przewidując ile on klęsk na Kujawy z sobą ściągnie.
Udał jednak uniżoność, pokorę, najgorliwszą chęć służenia, chociaż wściekał się w duszy.
Nakazano mu wnet z ludźmi się zabierać do roboty a przedewszystkiem do statków, z któremi wyprawy po rzekach przedsiębrać miano. Myśl się zdawała wyborna...
Oddział żołnierzy który prowadził Hankę, miał za dowódzcę niejakiego Bylicę, drugi już raz będącego w służbach księcia. Osławiony to był zbój i warchoł, który z kupką ludzi tak zuchwałych jak on sam, oddawna po nad granicą dokazywał. Na rękę mu było służąc księciu łatwiej się obłowić, i przyjść może do dowództwa.
Bylica miał lat czterdzieści kilka; średniego