Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/086

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pienia nieszczęśliwego opoja — ale Sędziwój sam grosza dać nie chciał i nie dał, gniew mając do szwagra; dozwolił tylko powinowatym i przyjaciołom złożyć sześćset kóp groszy, od których Biały wypuścić taniej go nie chciał.
Za Gerarda z bratem i synami, nie mniej nad tysiąc żądał Biały, i pozostał przy swojem pomimo błagania i wstawiania się wielu.
Te tysiąc kilkaset grzywien skarb zupełnie wycieńczony zasiliły. Część ich rozdzielono pomiędzy nowo zaciążnych, część użyto dla ściągania innych, zadatkami i obietnicami ich kusząc...
Z groszem który się tu ukazał, gorliwość ochotników wzmogła się wielce... Lasota porozdzielał ich na dziesiątki, na seciny, powyznaczał dowódzców, i gdy jedna część ich na zamku spoczywała, druga krążyła ciągle około niego, snuła się po gościńcach, wprost po okolicy rozbijała i zabierała co mogła do Złotoryi ściągając. Żaden dwór i wieś nie utrzymały się nietknięte przez nich.
Szerzył się strach — wszystkie sąsiednie gródki, na które obawiano się napaści, co prędzej opatrywano i załogami obsadzano. Biały przebąkiwał o najeździe na Służewo, na Szarlej, na Inowrocław, na wszystkie niemal gródki bliższe, w których się spodziewał zdobyczy...
Niespieszył jednak z wyruszeniem ze Złotoryi, którą naprzód, już z siebie mocną i murami wa-