Strona:PL Józef Ignacy Kraszewski-Biały Książę tom III.djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lasota, który tu wszystkim rozporządzał teraz, musiał go powstrzymywać od porywów niebacznych, któreby były ochotników zraziły...
W Gniewkowie, pomimo że się krzątano około naprawy zamku — Biały postrzegł że mu mniej było bezpiecznie niż w Złotoryi. Czekał tylko na przyobiecane posiłki sasów Ulryka, aby z niemi udać się tam gdzie postanowił główną swą umieścić stolicę...
Lecz o Ulryku jakoś słychać nie było... Pomimo nalegań i próśb siostry, nie chciał on narażać siebie, Drzdenka i przyszłości dla człowieka, który coraz mniej obudzał w nim zaufania.
Uległby był może i wielkiej zawsze ochocie do awanturniczych wypraw i temu błaganiu Frydy, za którą ojciec się też wstawiał, gdyby Dobrogost i Arnold bracia jego nie nadbiegli.
Oba oni sprzyjali Białemu, lecz doszły ich wieści o odgrażaniu się Sędziwoja, o zewsząd ściąganych siłach, przeciw niemu i jego pomocnikom. Od progu wchodząc Dobrogost krzyknął zobaczywszy Ulryka...
— Ani się waż krokiem ztąd! Musimy umyć ręce i więcej się do sprawy księcia nie mięszać, inaczej my wszyscy za niego pokutować będziemy.
Fryda stojąca we drzwiach z krzykiem się rzuciła przeciw braciom, ale jej mówić nie dali.
— Słuchaj Frydo — odezwał się Dobrogost — ojca i nas trzech na zgubę narażać nie możesz,